PodróżePrzygodaZabawa

Weekend z zumbą

Pierwszy weekend tego roku spędziliśmy w Hotelu Ossa na maratonie zumby. Bawiłem się świetnie! Choć to nie ja tańczyłem.

To nie jest wpis sponsorowany. Powstał tylko i wyłącznie pod wpływem autentycznego zachwytu Hotelem Ossa. Na końcu zdradzam sekret jak pojechać do tego hotelu za dobrą cenę!

Zacznijmy od tego, że cały ten weekend to przypadek. Losowy. Wziąłem udział w konkursie organizowanym na fanpage’u Ossy, w którym można było wygrać weekend w hotelu. I wygrałem, normalnie jak nie ja! 😉

 

„Super! Idealny prezent dla żony” – ucieszyłem się. Wejściówka była przeznaczona dla jednej osoby, więc musiałaby pojechać tam sama. W sumie czemu nie? Wyrwałaby się na dwa dni z domu, postrzelała zumbowe hołubce, wygrzała w jaccuzi i wymoczyła w basenie. Ja tymczasem ogarnąłbym czwórkę naszych córek. No co, w końcu jestem superTATĄ, czyż nie?

Wtedy okazało się, że Ossa naprawdę jest hotelem prorodzinnym. Nie chcieli nas rozdzielać i zaprosili wszystkich. Co za gest! Ugościć rodzinę z czwórką małych dzieciaków to wyzwanie. Ale nie dla Ossy.

Nasze miejsce

Tu powinieneś się dowiedzieć, Drogi Czytelniku, że w ciągu ostatniego półrocza był to już nasz czwarty pobyt w Ossie. Dlaczego jeździmy tam tak często? Bo to, według mnie, świetny hotel dla dużej rodziny z małymi dziećmi. Na dodatek w odległości niecałej godziny od Warszawy.
 
Ma wszystko, czego potrzebują dzieci, by się nie nudzić od rana do wieczora. Jest sala zabaw z panią Anią, animatorką, która ma ogromne serce do maluchów. Jest kompleks basenowy ze zjeżdżalnią dla najmłodszych i częścią saunową dla dorosłych.

Na zewnątrz jest plac zabaw, staw z plażą i wyspą, rowery wodne i kajaki oraz kort tenisowy. Są też króliki i bociany – znak rozpoznawczy hotelu – a także wydra, mająca swoje legowisko w dzikim stawie, znajdującym się na tyłach kompleksu.

Sala zabaw – tu nasze dzieci mogą siedzieć godzinami

Są również boiska: piłkarskie, do gry w siatkówkę, koszykówkę i piłkę ręczną, a także do… rugby. Dlaczego rugby? Bo dyrektor Ossy, Marek Parjaszewski, sam kiedyś był reprezentantem Polski w rugby i teraz udostępnia hotel aktualnej kadrze.

W sezonach wysokich hotel organizuje całodzienne animacje dla dzieci w kilku grupach wiekowych: od trzyletnich maluszków po nastolatków. Można zostawić animatorom dziecko po godz. 10 i odebrać o godz. 19. W środku dnia jest tylko przerwa na obiad (godz. 13) i odpoczynek, ale już po godz. 15 animatorzy wracają na swoje stanowiska.

Wieczorami, gdy najmłodsi pójdą spać, można spędzić czas na kręgielni, dyskotece albo leniwych rozmowach w lobby barze Calvados.

Słowem, da się tu przetrwać tydzień bez wychodzenia poza hotelową bramę. Co prawda, jak słusznie zauważyła moja koleżanka, Ossa to „ogromny hotel pośrodku niczego”, ale w sumie czy to ważne, co jest za ogrodzeniem, skoro w środku mam wszystko, czego potrzeba mi do szczęścia?

W pierwszy weekend stycznia Ossa zorganizowała weekend z zumbą. To pierwsza taka inicjatywa, w sam raz na spalenie poświątecznych kalorii. Całość prowadziło kilkunastu instruktorów zumby z całej Polski.

Kto mógł wytrzymać to tempo? Instruktorzy. Oni zmieniali się co godzinę – uczestnicy nie. 😉

Moja żona każdego dnia tańczyła po kilka godzin, pląsając do gorących latynoskich rytmów. Żeby było ciekawiej, towarzyszyła jej nasza najstarsza córka, 5-letnia Marysia. Mam nawet z tego zdjęcie, które jest na samej górze. Jest warte miliony dolarów. Coś cudownego!

Ja w tym czasie spędzałem czas z młodszymi dziećmi, bawiąc się z nimi w sali zabaw. Mieliśmy czas dla siebie. Nikt nas nie popędzał, nigdzie nie musieliśmy się spieszyć. Byliśmy dla siebie tyle, ile potrzebowaliśmy. To były bezcenne chwile.

Fantastycznie było obserwować nasze dzieci, które po hotelu poruszają się niczym po własnym domu. Wiedzą, gdzie są restauracje i ubikacje, którędy dojść do sali zabaw lub do basenu. Nie trzymały się już nas kurczowo, bo były w miejscu, które znają i w którym czują się bezpiecznie.

Zresztą, trudno im się dziwić, skoro co chwilę można doświadczyć ze strony pracowników hotelu gestów sympatii, chęci niesienia pomocy czy zwykłego uśmiechu. Nie czuć w tym jakiejś sztuczności czy wymuszonej etykiety. Tam jest naprawdę miło.

Przykład daje sam dyrektor. Kiedy byliśmy w listopadzie na weekendzie „niepodległościowym”, pan Marek osobiście poprowadził bal dla dzieci i przez dwie godziny trzymał w ryzach imprezę z jakąś dwusetką maluchów. A przecież nie musiał, ma od tego pracowników. Okazuje się, że wiele lat temu sam szefował grupie tutejszych animatorów, więc ma w tym spore doświadczenie. No i dzieci autentycznie go lubią.

W styczniowy weekend też mnie zaskoczył. Siedziałem sobie na korytarzu, czekając na jedną z córek. Podszedł do mnie, uścisnął dłoń i pogratulował wygrania w konkursie. Trochę mnie zatkało, bo… kompletnie nie mam pojęcia jak mnie rozpoznał! Z Facebooka? Na swoim zdjęciu profilowym wyglądam trochę jak drwal-morderca z niskobudżetowego horroru. Nawet nie zdołałem podziękować panu Markowi – nie tylko za ten, ale i poprzednie pobyty. Dlatego niniejszym dziękuję! Każdy pobyt u Was to znakomicie spędzony czas.

Za nieduży hajs baluj

A teraz zdradzę Wam sekret niższych cen w Ossie. Jeśli chcielibyście kiedykolwiek wybrać się do tego hotelu, to – po pierwsze – sprawdzajcie ich stronę. Często oferują tam fajne pakiety tematyczne.

Ale nie przywiązujcie się do cen widocznych w ofertach. To tylko punt wyjściowy do negocjacji. Jeszcze przed pierwszym pobytem w lipcu 2014 roku udało nam się zbić cenę o kilkaset złotych. Ot tak, po prostu, po kilkukrotnej wymianie maili, bez szantażu emocjonalnego, robienia Rejtana i grożenia. 😉

No więc jak już znajdziecie coś dla siebie, to odezwijcie się do Kingi Cionżyńskiej z działu rezerwacji: kinga.cionzynska@trip.pl, tel. 18 20 20 218. Na hasło „superTATA.tv” dostaniecie 5% rabatu (potwierdzone info!). A potem negocjujcie, negocjujcie, negocjujcie i… cieszcie się pobytem w miejscu przyjaznym rodzinom.

Do zobaczenia! Może nawet w Ossie, kto wie…
Marcin Perfuński

PS: No dobra, a teraz chwila prawdy. Zachwycam się Hotelem Ossa tylko dlatego, że dają nam #darylosu. O, takie jak te. Tak, sprzedałem się za owoce i ciasteczka. 😉

 



Share: