Motywacja

Wdzięczny za dobro

Jak co roku w styczniu obchodzone jest w Polsce tradycyjne święto. Nie, nie Trzech Króli – święto szumnego krytykowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Specjalizuje się w nim ta najbardziej „prawilna” część społeczeństwa. Oprócz zarzutów finansowych (podejrzane rozliczenia), moralnych (organizacja „tego demoralizującego” Przystanku Woodstock) czy personalnych (Owsiak to megaloman, pyszałek, „pupilek” mediów mainstreamowych), jak bumerang wraca argumentacja w postaci zestawienia ze sobą raportów finansowych WOŚP i Caritas.

Strasznie nie lubię tego mema. Jest demagogiczny. Posługując się realnymi danymi buduje fikcyjne wrażenie przewagi jednej organizacji nad drugą. Tak jakby dobro było wartością mierzalną, którą można zestawiać w rankingach – ten, kto więcej wydał na działalność charytatywną, jest lepszy.

To postawa pychy. Nie chcę w tym uczestniczyć.

Dobro w postaci kontenera z żywnością zrzuconego na teren Etiopii czy kubka wody podanego bezdomnemu ma tę samą wartość. Jest postawą miłości. Buduje świat lepszy od tego, który był minutę wcześniej. Bezmiar zła wypełniła odrobina dobra. Czyż to nie piękne?

Tą drogą chciałbym iść.

Różne cele, różne metody

Kilkanaście lat temu miałem zawodowy epizod z Caritas Polska. Przez pół roku byłem p.o. rzecznika w zastępstwie chorego kolegi. Tak się złożyło, że pracowałem od jesieni do wiosny, a więc siłą rzeczy również w czasie, kiedy odbywał się finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Już wtedy pojawiali się dziennikarze, którzy pytali nas, co sądzimy o inicjatywie Jerzego Owsiaka. Nie były to pytania złośliwe, tudzież mające na celu skonfrontowanie nas z Orkiestrą. Nie mieliśmy też żadnych wytycznych od swojego szefostwa, jak odpowiadać. Dla wszystkich było jasne, że Caritas i WOŚP realizują różne cele różnymi metodami i porównywanie ich nie ma sensu.

Z tego, co widzę, również teraz Caritas Polska, ustami rzecznika, Pawła Kęski – zresztą mojego kolegi – przyjmuje ten rodzaj argumentacji. Z prostej przyczyny – nic się w tej sprawie nie zmieniło. Drogi WOŚP i Caritasu są innymi drogami, ale obie służą ludziom. Konfrontowanie ich jest bezcelowe.

Inne czasy

Pamiętam, że to w ogóle były jakieś inne czasy, z dzisiejszej perspektywy wręcz nierealne. Pojechałem w 2002 roku na Przystanek Woodstock jako dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej. Czujecie? Dziennikarz mediów katolickich na Woodstocku! Napisałem potem ten reportaż: >KLIK<

To były ten moment (niestety, tylko moment…), kiedy Jerzy Owsiak i Kościół żyli w zgodzie. Serio, tak było! Kościelna inicjatywa w postaci partyzanckiego do tej pory „Przystanku Jezus” została wtedy „zalegalizowana” – mieli własny namiot na przystankowym polu, a nie obok, mieli woodstockowe identyfikatory i swobodnie poruszali się po całym terenie. Pisałem o tym tutaj: >KLIK<

Codziennie był też obecny na polu bp Edward Dajczak, ówczesny biskup pomocniczy zielonogórsko-gorzowski. Z podziwem patrzyłem, jak – bądź co bądź – wysoko postawiony hierarcha Kościoła podchodzi do punków, anarchistów, zakolczykowanych czy wydzierganych młodych ludzi, podaje im rękę, rozmawia, śmieje się, przybija piątkę, robi misia… Taka forma kontaktu biskupa „z ludem” – w bliskości, równości, bez barier, kurii i pałaców – była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Pomyślałem, że to właśnie tak powinno wyglądać! Nawet przeprowadziłem wtedy z biskupem Dajczakiem wywiad, o ten: >KLIK<

Wtedy też rozmawiałem z Jerzym Owsiakiem – o autorytecie Jana Pawła II, o pojednaniu Przystanku Woodstock z Przystankiem Jezus. Opowiadał mi też o swoim ojcu, tak po prostu. Rozmawialiśmy swobodnie, z życzliwością, słuchając siebie nawzajem. Tu możecie to przeczytać: >KLIK<

Dacie wiarę, że był taki czas?

Sam w to nie mogę uwierzyć…

Izba przyjęć szpitala św. Anny w Piasecznie. W nim urodziły się moje dwie najmłodsze córki. Serduszko WOŚP nad wejściem jest widoczne z daleka.

 

Wdzięczność

Aktualna dyskusja o WOŚP już dawno przekroczyła zasady zwykłej przyzwoitości czy ludzkiej ciekawości. Nie chodzi w niej o prawdę czy dobro, tylko o dowalenie przeciwnikowi, by go pogrążyć. Tę postawę widać po obu stronach.

Stawianie pytań przez dziennikarzy, zwłaszcza w sprawie rozliczeń funduszy zebranych w publicznych zbiórkach, jest czymś naturalnym, a wręcz koniecznym. Chodzi przecież o dobro wspólne. Ale zadawanie ich po to, by skompromitować twórcę WOŚP, brzmi jak próba zarżnięcia inicjatywy, która uratowała życie wielu osobom – dosłownie.

Ze sprzętu, który zakupiła Orkiestra, korzystały całe rodziny. Wszystkie moje dzieci w kilka godzin po narodzeniu miały robione przesiewowe badanie słuchu sprzętem z nalepionym charakterystycznym serduszkiem. Gdy o tym teraz myślę, czuję wdzięczność. I chcę, żeby ten festiwal dobra wciąż trwał.

Dlatego jutro po raz 23. wesprę Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Tak jak wspieram Caritas Polska.

tekst i zdjęcia:
Marcin Perfuński





Share: