MotywacjaPrzygodaZabawa

Dziecko, pies i las – rzecz o dojrzewaniu do samodzielności

– Tato, mogę iść z psem do lasu? – zapytała mnie córka, a ja zacząłem wkładać buty. Powstrzymała mnie. – Ale bez ciebie. Tylko ja i on – uśmiechnęła się ciepło. Mnie jednak zmroziło.

Czy to już? Czy przyszedł ten moment?

Czas, w którym dziecko coraz odważniej zaczyna wychodzić spod skrzydeł rodzica. Nie rozgląda się niepewnie dookoła, sprawdzając co jakiś czas kątem oka, czy aby mama i tata nadal są w zasięgu wzroku. Wręcz przeciwnie – idzie w świat z odwagą i pewnością. Pewnością, której mnie, jej tacie, wciąż brakuje.

Wiem, to tylko spacer z psem. Rzecz prozaiczna, wręcz niezauważalna. Stały element codzienności, o którym nie wspomina się w rozmowach toczonych z bliskimi przez zaśnięciem.

Gdy jednak patrzy się na tę małą osóbkę przypinającą psu smycz, wkładającą buty, zakładającą kurtkę i oddalającą się pewnym krokiem w kierunku lasu, to po głowie kołatają się niespodziewane myśli. Każda z nich kopie coraz głębiej, niczym Leo w „Incepcji”. We need to go deeper…

  • Czy sobie poradzi?
  • A co, jeśli spotka dzika?
  • Albo jakiegoś nieznanego dorosłego?
  • A może pies jej ucieknie i co wtedy?
  • Właściwie to kiedy ona tak urosła?
  • Czy to jeszcze dziewczynka?
  • A może już dziewczyna?
  • Zaraz, ile ona ma lat…?

Kołowrotek myśli kręci się tym szybciej, im bardziej dziecko oddala się od domu. Kiedy wreszcie znika w głębi lasu, w głowie nagle pojawia się pustka. Zaczyna się czekanie.

Długie.

Czekanie.

Jak to możliwe, że czas nagle zaczął biec tak wolno?!

Zanim będziecie czytać dalej, to wiedzcie, że partnerem tego wpisu jest marka 5.10.15.
Dlatego Marysia ma na sobie ubrania z ich najnowszej kolekcji:
Po kliknięciu na powyższe linki albo na linki w opisach zdjęć zostaniecie przekierowani do sklepu online 5.10.15., gdzie można kupić wspomniane produkty po promocyjnych cenach. Nie znikajcie jednak stąd tak szybko, bo to nie koniec.

Choć od pierwszego samotnego spaceru mojej córki z psem minęło już kilka miesięcy, to do dzisiaj pamiętam towarzyszące temu emocje – moje, nie jej. Bo ona po prostu wyprowadziła psa na spacer i już. Żadna filozofia, prosta czynność. Trochę wysiłku, odrobina ostrożności, ale przede wszystkim mnóstwo frajdy.

Tymczasem dla mnie to był moment przełomowy. Oto moja córeczka, ten drobniutki kwiatuszek, ten delikatny płatek śniegu, który do tej pory był pod ścisłą rodzicielską ochroną, dokonała ważnego kroku – kroku ku samodzielności.

Musiałem poukładać to w głowie i w sercu. W głowie, by zracjonalizować sobie gonitwę towarzyszących temu wydarzeniu myśli. W sercu, by emocje spotkały się z wnioskami, które wyciągnęła głowa.

Najważniejszy z nich, to ten, że

to normalna kolej rzeczy.

Nie po to mamy dzieci, by nieustannie były pod naszą opieką. Wręcz przeciwnie. My je wychowujemy do przyszłej samodzielności – do życia bez nas. Rodzicielstwo rozumiane jako proces wprowadzania dziecka w świat to tylko etap na drodze jego dojrzewania. To nie cel sam w sobie, lecz środek prowadzący do czegoś znacznie ważniejszego. Czegoś, co można zawrzeć w słowach, że

dzisiejsze dziecko to jutrzejszy dorosły.

Jakże często o tym zapominamy! Urobieni po pachy w przewijaniu, w karmieniu, w lulaniu, w pchaniu wózka, w odwożeniu do przedszkola, w pomaganiu w odrabianiu lekcji, w pocieszaniu po krzywdach doświadczonych od rówieśników naszych dzieci nie myślimy o tym, że za kilkanaście, a może już tylko za kilka lat to wszystko się skończy. Dziecko przestanie być dzieckiem – stanie się dorosłym. Moje dziecko będzie kiedyś dorosłe! Czujecie powagę tych słów?

Dlatego

ono musi się usamodzielnić.

Nie ma innej opcji. Skoro ma przeżyć w świecie przyszłości, musi umieć poradzić sobie samo, tak jakby nas, rodziców, nigdy nie było. Brzmi to może przerażająco, ale – uwaga, niespodzianka! – kiedyś naprawdę nas nie będzie! Zwykle spychamy te myśli gdzieś głęboko w podświadomość, na samo dno przegródki z napisem „Tematy, których lepiej nie ruszać, no chyba że coś się stanie”. Niepotrzebnie. Mnie ta wizja z jednej strony mobilizuje, bym naprawdę zadbał o samodzielność moich córek, a z drugiej uspokaja, bo pogodziłem się w czymś, co i tak kiedyś nadziejdzie. Taka kolej losu…

I jeszcze jedno. Jeśli zabraniamy dzieciom brania spraw we własne ręce, to czynimy z nich osoby nieporadne życiowo.

Nie pozwalając dzieciom na samodzielność, robimy im krzywdę.

Ja wiem, że chcemy dla dziecka jak najlepiej. Dlatego często sprzątamy za nie, gotujemy za nie, pierzemy za nie, wyprowadzamy psa za nie. Robimy to automatycznie, nie zauważając, że mamy w domu zdolnych małoletnich, którzy z powodzeniem mogliby przejąć część z tych obowiązków. Nie dość, że zdjęłoby to z naszych barków spory ciężar, to dodatkowo w naturalny sposób wdrożyłoby dzieci w codzienne życie. Prawdziwe, nie udawane. Takie, z którym i tak przyjdzie im się zmierzyć. Z kim mogą się do niego lepiej przygotować, jak nie z nami, ich rodzicami?

* * *

Co przez te kilka miesięcy wydarzyło się na samotnych spacerach mojej córki z psem?

Spotkała dzika i to nie jeden raz, ale potrafiła sobie w tych sytuacjach poradzić.

Trafiła na wielu nieznajomych dorosłych, z którymi dzisiaj wita się jak ze starymi kumplami, bo spacerują ze swoimi psami tymi samymi ścieżkami. My też już ich znamy.

Pies raz nam uciekł, ale nie podczas spaceru, tylko z ogródka, który był źle zabezpieczony – i to była wina nasza, czyli dorosłych, a nie dzieci.

Przez te kilka miesięcy córka zdecydowanie urosła – przede wszystkim w swoich oczach. Nabrała pewności siebie i nauczyła się odpowiedzialności, wszak wzięła pod opiekę żywe stworzenie. Ma w sobie więcej odwagi, ale i rozwagi, bo wciąż jest świadoma różnych niebezpieczeństw. Chętnie szuka nowych terenów na spacery z psem, ale i bez stresu pójdzie do lokalnego sklepu, by kupić sobie coś smacznego do zjedzenia.

Już nie boi się świata, ale coraz bardziej go oswaja.

Buduje sobie swoje miejsce na Ziemi.

Uściski!

Marcin Perfuński 

kontakt@supertata.tv

Partnerem wpisu jest marka 5.10.15.

Share: