Motywacja

Masz prawo do focha

Kto by pomyślał, że zwykła rodzinna wycieczka rowerowa może stać się lekcją kierowania emocjami. A było to tak…

Na początku lipca wracaliśmy na rowerach do domu z parogodzinnej podróży. Było gorąco, czuliśmy zmęczenie i zniechęcenie, a powietrzu wisiał nerw. Chciałem dojechać jak najszybciej, tymczasem 4-letnia córka zaczęła kombinować.

– Chcę pojechać drugą stroną ulicy – dziarsko zakomunikowała.
– Ale nasz dom jest po tej stronie. Tędy będzie szybciej – wyjaśniałem racjonalnie, jak to facet.
– A ja chcę jechać tamtędy! – fuknęła i ruszyła w stronę przejścia na pasach.

Złapałem ją za kierownicę, mrucząc pod nosem: „You shall not pass”. Wrzasnęła, zeszła z roweru i usiadła na trawie.
– Jestem na ciebie wkurzona! – krzyknęła i odwróciła się do mnie plecami. – Możesz sobie jechać prosto, tak jak chciałeś. Nie obchodzi mnie to!

Zamurowało mnie. Już wielokrotnie podnosiła na mnie głos, jak to dziecko. Tym razem jednak sytuacja była patowa, a ona mówiła zupełnie serio.

Czułem bezradność, a jednocześnie narastała we mnie frustracja. Zacząłem płonąć niczym Gniew z filmu „W głowie się nie mieści”. „Cooo? Myślisz, że możesz pogrywać tak ze mną, swoim ojcem?! Zaraz cię wezmę na ręce i zaniosę do domu, choćby siłą!” – buzowałem w środku.

Już miałem przejść do czynów, gdy nagle… odpuściłem.

„Czemu ja się tak denerwuję? – odezwał się we mnie głos rozsądku, a Gniew zgasił swój płomień. – Czy pojechanie do domu drugą stroną ulicy naprawdę jest dla mnie tak wielkim problemem? Już bylibyśmy w połowie drogi, a tak stoimy ciągle w tym samym miejscu i się na siebie wkurzamy. Ma to sens? Ani trochę!”. Rozsądek jak zwykle miał rację.

Mój Gniew zniknął, ale teraz trzeba było pomóc córeczce ukoić jej emocje. Zacząłem od tego, że… nic nie zrobiłem. Czekałem. Pozwoliłem, aby emocje przetoczyły się w niej swoim tempem, wybrzmiały i wywietrzały. 

Miała prawo do focha, jak każdy człowiek. Gdybym gasił je na siłę, tylko bym je podsycał – tak to jest z emocjami.

Czekałem dobre piętnaście minut, zanim się odezwałem do córeczki.
– Ty i ja chcemy dotrzeć do domu, prawda? – zacząłem niepewnie. – Możemy pojechać taką drogą, jaką zechcesz.

Popatrzyła na mnie i burknęła:
– Dobra, pojadę prosto! Ale ty będziesz jechał za mną. Daleko za mną! – podkreśliła, marszcząc czoło.

Ruszyliśmy. Im bliżej domu byliśmy, tym bardziej ja się do niej zbliżałem. Pod domem jechaliśmy już obok siebie, śmiejąc się i żartując. Po gniewie nie było już śladu.

Spojrzałem na zegarek. Pół godziny. Dokładnie tyle czasu minęło od tamtej sytuacji. Wystarczyło 30 minut, by od gniewu, wkurzenia, krzyku i buntu przejść do łagodności, zgody, radości i… miłości. Tak, miłości, bo na koniec się przytuliliśmy, daliśmy sobie buziaka i powiedzieliśmy, że się kochamy.

Gniew szybko zapłonął i szybko zgasł. Taki zwykle jest. Bo to emocja, jakich jest w nas wiele. Wybuchają intensywnym żarem, by po chwili zgasnąć niczym zdmuchnięta zapałka. My, rodzice, to wiemy, ale dzieci dopiero to poznają.

Możemy im w tym pomóc. Bardzo dobrze sprawdzają się u nas postaci z filmu „W głowie się nie mieści”, w którym kapitalnie spersonifikowano emocje. Dzięki figurkom z tej bajki dzieci łatwiej wyrażają i nazywają to, co czują. Potem, dzięki delikatnemu prowadzeniu rodziców, są w stanie nimi pokierować: ugasić gniew, rozbudzić radość, pokonać strach, ukoić smutek i oswoić odrazę.

Każda z emocji chciałaby być najważniejszą, ale przecież… wszystkie są ważne! To puenta tego doskonałego filmu.

Powyższy wpis był efektem współpracy z Allegro.pl i po raz pierwszy opublikowałem go na fanpage’u superTATA.tv. Postanowiłem jednak wrzucić go również tutaj. To dla mnie ważny tekst, bo opisujący mocne i wciąż żywe doświadczenie. Mocne, bo pełne silnych emocji, a żywe, bo wciąż się dziejące – od tamtego momentu nie raz zdarzały się podobne sytuacje, jak to przecież z dziećmi bywa. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy wielokrotnie buzowały w nas emocje. Często odwoływaliśmy się wtedy do postaci z filmu, mówiąc o płonącym Gniewie czy zamyślonej Smutnej. Robiliśmy to z figurkami w dłoniach. To bardzo pomagało. Jakby co, to figurki można wciąż kupić na Allegro, >O TUTAJ<.

 

Trzymajcie się!
Marcin Perfuński


Share: