MotywacjaZabawa

Karate dla dzieci

Jakub Głąb, mój prywatny mistrz świata w karate dla dzieci

Jak poskromić wiecznie rozbiegane dzieci z energią na poziomie milion? Dać jej ujście.

Po biegu The Color Run, w którym wziąłem udział z dwiema najstarszymi córkami i który przysporzył nam niezłych emocji, brakowało nam wspólnego uprawiania sportu. Nie aktywności, bo tych mamy mnóstwo, ale regularnego trenowania… no… czegokolwiek! Bo wiecie, tu nie chodzi o same ćwiczenia, ale przede wszystkim o celebrowanie: trzeba się przebrać, wyjść z domu, gdzieś dojechać, posłuchać trenera, zmęczyć się, pomóc sobie nawzajem, przekroczyć swoje słabości… Mnóstwo tu różnorodnych sytuacji, które dzieci przeżywają razem ze swoim tatą. Jakie by nie były – dobre czy złe – są zwycięstwem rodzicielstwa.


Pewnego dnia idąc ulicą zauważyłem na tablicy ogłoszeniowej plakat zapraszający na bezpłatne zajęcia karate dla całych rodzin. Zaraz, zaraz… Dla rodzin? Czyli dla dzieci też? Natychmiast pojawiły się wątpliwości. Ale czy na pewno jest to dla nich dobre? Czy nie będzie wyzwalać w nich agresji? Albo podsycać ich i tak wyśrubowane poziomy rozbrykania? Postanowiłem to sprawdzić. 

Wróciłem do domu i powiedziałem: „Idziemy na karate!”. Jedna z córek spojrzała na mnie zdziwiona i zapytała: „A co to jest karata?”. Uśmiałem się, ale… właściwie nie wiedziałem, co odpowiedzieć. To sport? Sztuka walki? Zwykła bijatyka? „My nie chcemy się bić!” – zgodnie zaprotestowały córki. „Pójdziemy, zobaczymy, a jak nam się nie spodoba, to nie będziemy chodzić” – uspokoiłem towarzystwo. No i poszliśmy.

Mamy to szczęście, że w gminie Lesznowola, gdzie mieszkamy, zajęcia karate dla rodzin są współfinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Dzięki temu mogliśmy przez 3 miesiące ćwiczyć za darmo i w każdej chwili zrezygnować, jeśli tylko zauważylibyśmy negatywny wpływ tych treningów na nasze dzieci.


Jakie są nasze pierwsze wrażenia? Zaskakująco pozytywne! Grupa składa się z kilkunastu rodziców i ich dzieci. Zajęcia prowadzi wicemistrz świata w karate Jakub Głąb, sensei z Polskiego Związku Karate Tradycyjnego.




Treningi są dostosowane do wieku uczestników: łatwiejsze ćwiczenia robimy wszyscy razem, trudniejsze tylko dorośli. W czasie, gdy rodzice się forsują, dzieci bawią się z senseiem, który wymyśla im zadania pobudzające refleks, szybkość lub celność.

Czasami rodzic trenuje w parze z dzieckiem. To chyba najfajniejsze ćwiczenia, bo są znakomitą okazją do drobnej rywalizacji, ale też wspólnego śmiechu, przepychanek i turlanek. Jesteśmy tak blisko siebie jak tylko się da, wszak karate to sport kontaktowy.

Często wracamy do domu zziajani, ale pełni satysfakcji z dobrze spędzonego czasu. Jemy kolację, śmiejąc się i docinając sobie nawzajem. Potem jeszcze w łóżkach wspominamy najśmieszniejsze momenty treningu i szybko zasypiamy. Bo wbrew obawom nie jesteśmy po tych ćwiczeniach pobudzeni. Wręcz przeciwnie – z błogością padamy na poduchy.

No więc, czy warto chodzić na karate z dziećmi? W kolejnym wpisie podałem pięć argumentów za tym, że na pewno warto spróbować.

Konsultacja merytoryczna:
Jakub Głąb, wicemistrz świata w karate w konkurencji kata.
Wielkie dzięki!


Tekst i zdjęcia:
Marcin Perfuński
 
Share: