Motywacja

Woda to za mało

Jak biega tata wielodzietnej rodziny? Intensywnie i optymalnie zarazem. Chce jak najwięcej wycisnąć z biegania, a potem szybko zając się czymś innym. Czy to w ogóle możliwe?

Przez kilka ostatnich tygodni przygotowywałem się do biegu The Color Run Poland. Z pozycji „kanapowicza” siedzącego przed komputerem chciałem stać się liderem, z którym pobiegnie cała rodzina. Ale nie tylko rodzina – jako ambasador projektu miałem pociągnąć za sobą narody! 😉 By to zrobić, musiałem przebudować niektóre sfery życia. Inaczej byłbym nieautentyczny. Czy mi się to udało?
Przez kilka najbliższych dni będę publikował posty podsumowujące moje przygotowanie do The Color Run. Na początek problem, z którego istnienia nie zdawałem sobie sprawy – odpowiednie nawadnianie organizmu.

Kiedyś, gdy jeszcze nie ćwiczyłem, kompletnie nie interesowałem się sposobami na uzupełnienie spalonych składników energetycznych. Z prostej przyczyny – nie miałem czego uzupełniać. Raczej siedzący tryb życia, z rzadkimi zrywami w postaci rowerowej przejażdżki z dziećmi, nie wymagał specjalnych działań. Ot, parę łyków wody więcej, ewentualnie soczek i można funkcjonować dalej.

Zmieniło się to, gdy zaczęliśmy z córkami trenować karate. Niby raz w tygodniu, niby przez godzinę i niby w okrojonej wersji, bo przecież dostosowanej do dzieci, ale to wystarczyło, bym bezpośrednio po wysiłku poczuł ogólny spadek formy.

Rodzinne zajęcia #karate w Centrum Edukacji i Sportu w Mysiadle. Za #darmo! Prezent od gminy #Lesznowola dla rodzin….
Przełomem był jeden z treningów, w którym sensei wykorzystał elementy crossfitu, czyli metody stosowanej podczas ćwiczeń amerykańskich służb specjalnych. Bieg, pompki, przysiady, brzuszki, ćwiczenia typu „padnij – powstań – wyskocz” robione na czas… Byłem wykończony! Wróciłem do domu mokry, zmęczony i śpiący.

Co się ze mną działo, skoro adrenalina wciąż buzowała w trzewiach i teoretycznie powinienem chodzić jak nakręcony? Po prostu się odwodniłem i to bardzo. Wypociłem z siebie spore ilości wody, a wraz z nią sód, chlor, kwas moczowy, mocznik, aminokwasy i glukozę. Żeby wrócić do świata żywych, musiałem znaleźć sposób na przywrócenie równowagi w organizmie – uzupełnić nie tylko wodę, ale i składniki mineralne.

Gdy zacząłem biegać, chciałem od razu o to zadbać, żeby uniknąć sytuacji jak po crossficie. Zamiast robić własne mieszanki, co mi sugerowano, wolałem zastosować środek przygotowany przez specjalistów. Porównałem kilka popularnych napojów zalecanych po treningu i ostatecznie wybrałem Orsalit dla dorosłych.

No więc u mnie #takasytuacja… Co obstawiacie? Myślcie nieszablonowo! ;)#supertata #orsalit #nawadniałbym
Posted by Marcin Perfuński on 10 czerwca 2015

Jesteście zaskoczeni? To tak jak i ja. Orsalit kojarzony jest raczej z biegunkami i wymiotami u dzieci, a tu okazało się, że to znakomity środek uzupełniający niedobór elektrolitów po treningu. Na jego korzyść przemawia fakt, że jako dietetyczny środek spożywczy specjalnego przeznaczenia spożywczego (w skrócie FSMP) przyswaja się znacznie szybciej niż inne płyny (soki czy kolorowe napoje gazowane). Zapewnia to dodatek glukozy, dzięki której woda jest szybciej transportowana w organizmie.

A że lubię po treningu od razu poczuć się lepiej, stanąć na nogi i działać dalej, wybrałem to proste i skuteczne rozwiązanie.

 Tekst i zdjęcia:
Marcin Perfuński
Wpis powstał we współpracy z marką Orsalit
Share: