Motywacja

Nie dla małych dzieci

 

Nie idźcie na „Małego Księcia” z małymi dziećmi. To nie jest film dla nich. To jest film dla was.

Kiedy obejrzałem po raz pierwszy zwiastun „Małego Księcia”, byłem zachwycony. Wydawało się, że reżyser Mark Osborne wpadł na fantastyczny pomysł, by tę nieco przykurzoną dla współczesnego widza historię wsadzić w odświeżone ramy. I owszem, znalazł do niej klucz, ale powstał film, który nie do końca jest przeznaczony dla małych dzieci. Mogą go nie zrozumieć, nie docenią mieszanej stylistyki, przestraszą się wizji smutnego korpo-świata i wyjdą z kina, tak jak wyszły moje córki.



Ale to zdecydowanie jest film dla nas – dorosłych, którzy zagłuszyli w sobie dziecko wraz z otrzymaniem dowodu osobistego. To jest film dla rodziców, którzy prześcigają się w mówieniu swoim pociechom: „Nie ruszaj! Nie dotykaj! Nie bierz, bo się ubrudzisz! Nie próbuj! Nie ryzykuj! Nie gnieć bluzeczki! Nie garb się! Daj cioci buziaka! Powiedz wierszyk! Bądź grzeczny! Słuchaj starszych!”.
 
To wreszcie jest film dla młodych stających przed życiowymi wyborami: czy pójść drogą ubitą przez innych, wyznaczoną przez nawigację i prowadzącą do jasno określonego celu, czy też pozwolić sobie na off-road, wyruszenie w nieznane i wytyczenie własnego szlaku, ale za to w wierności swojemu sercu.

To może być ten kamyczek poruszający lawinę, która zmiecie z naszych umysłów naleciałości świata dorosłości, trzymającego nas w schematach, harmonogramach i deadline’ach. Kto wie, może po obejrzeniu „Małego Księcia”, zamiast szukać protez szczęścia w systemach work-life balance, ktoś porzuci dotychczasowy stan i wyruszy na przygodę życia, by odnaleźć swoją asteroidę B-612.

* * *


Na premierze filmu była moja żona wraz z naszymi dwoma najstarszymi córkami. Wróciła z mieszanymi uczuciami, ale i bardzo fajnymi przemyśleniami. Poprosiłem ją o ich spisanie. 

Oglądałam film w towarzystwie moich dwóch córek (5 i 6 lat). Okazało się jednak, że treść i obraz – mimo że świat książki wyraźnie oddzielony jest od fabuły dodanej przez reżysera – były dla nich za trudne. Młodsza córka nie wytrzymała do końca filmu. Bała się w momentach, w których pokazywano korpo-rzeczywistość. Przedstawione to było bardzo gniewnie, smutno, w czarnych kolorach. Dlatego zdecydowałyśmy się wyjść przed końcem seansu.
Ale dla mnie, osoby dorosłej, film był ciekawie pomyślany. Znana z książki historia została skontrastowana ze światem dorosłych, uwięzionych w harmonogramach i korporacjach, gdzie najważniejsza jest praca, skuteczność, wydajność czy wysokie wykształcenie. Nie ma miejsca na odpoczynek, uczucia, przygodę czy zwykłe „nic nie robienie”, czyli wszystkie te rzeczy, którymi nasycony jest świat dziecięcy.
Po wyjściu z kina znalazłyśmy się w wielkiej galerii handlowej, czyli świecie urządzonym przez dorosłych. To tutaj szukają oni pięknych ubrań, zapachów i gadżetów, czyli tego, co zewnętrzne i w co próbują się przystroić. Jednak tutaj trudno zadbać o to, co najważniejsze – o serce. To kwestia wyboru i postawienia sobie pytania: gdzie jestem i czy chcę tu być?
Szłyśmy dalej alejką w galerii i młodsza córka zaczęła skakać po kafelkach, jednocześnie trzymając mnie za rękę. Byłam bliska zwrócenia jej uwagi, by mnie nie szarpała i przestała skakać. Na szczęście w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Zobaczyłam, jak dzieci szybko się regenerują i w jak łatwy sposób po doświadczeniu silnego lęku moja córka odnalazła radość i powróciła do swojego dziecięcego świata.
Zastanawiam się nad swoimi potrzebami: porządku, ładu, poukładanego planu dnia i trzymania się go. Zamartwiam się nad przyszłością córeczek – czy wystarczająco dbam o rozwój ich talentów, czy poradzą sobie emocjonalnie w relacjach z innymi ludźmi… Ale czy to są moje autentyczne potrzeby, czy może jakieś głosy z zewnątrz podpowiadają jak dorosły „powinien” się zachowywać i jak „grzeczne” powinno być jego dziecko? Widzę, że to ja mogę wiele czerpać od dzieci i inspirować się ich sercem, które pełne jest zabawy, ciekawości świata i cieszenia się chwilą.
Za możliwość wzięcia udziału w premierze filmu dziękujemy dystrybutorowi
KINO ŚWIAT
Marcin Perfuński
Wszystkie prawa zastrzeżone!
 Mały Książę, recenzja, film, 2015

 

Share: