PodróżePrzygodaZabawa

Na tropie bobrów

 

Spontaniczny spacer w listopadową niedzielę nieoczekiwanie zmienił się w fascynującą wyprawę w poszukiwaniu legowisk bobrów.

Macie takie miejsca, w których byliście po sto razy i wydaje się Wam, że znacie już każde drzewko, krzaczek, trawkę, grudkę ziemi? Mnie też się tak zdawało. W pierwszy listopadowy weekend zostałem wyprowadzony z tego błędu.

Dziadek naszych córeczek prowadzi gospodarstwo agroturystyczne „Radziówka” w Budziskach. Nazwa miejscowości nic Wam to nie mówi? No dobra, a Łochów? Widzę kilka podniesionych rąk. A Wyszków? No przecież chyba wszyscy znają piosenkę „Wyszków tonie”! OK, może #gimbynieznajo. W każdym razie 16 kilometrów od Wyszkowa mieszczą się Budziska. Kilkadziesiąt domów, sklep spożywczy, koń, krowa, kura, kaczka, droga na Ostrołękę… pozornie nic szczególnego.

Wszystko zmieniło się tamtej niedzieli.

Wychodząc z domu dziadka zwykle idziemy w prawo utartą drogą. Tym razem skręciliśmy w lewo, tam gdzie rosną chaszcze. Normalnie bym tego nie zrobił, ale to dziadek prowadził.

Doskonale wiedział, gdzie idziemy.

Dzieciaki w liczbie cztery z trudem stawiały kolejne kroki, brodząc po kolana w pożółkłych liściach. Po krótkiej chwili pierwsza poważna przeszkoda – rów głębokości metra. Dla dorosłych do przeskoczenia jednym susem, a dla dzieci wyzwanie! Jak go pokonać, żeby nie poślizgnąć się i nie zjechać na pupie w znajdujące się na jego dnie błoto?

Wysiłek jednak się opłacił, bo tuż za rowem natknęliśmy się na pierwsze ślady naturalnych gospodarzy tych terenów. Wyciągam telefon i robię zdjęcia (dlaczego nie wziąłem aparatu fotograficznego?!).

Bobry! Tu mieszkają bobry! Przyjeżdżałem do Budzisk dziesiątki razy, ale nigdy nie słyszałem o bobrach. A tu proszę – grasują blisko domu, w którym zwykle się zatrzymujemy. W odległości zaledwie kilkunastu metrów! Dla mnie to zaskakująca i niesamowita wiadomość.

Idziemy dalej. Szukamy zejścia do niecki, w której bobry urządziły sobie legowisko. Po drodze przechodzimy przez zarośniętą łąkę. Dzieci brną po pas w trawie! Kucają i ich nie widać. Oczywista decyzja – bawimy się w chowanego! I tak przez kilkanaście minut.

Znajdujemy łagodne zejście na błotnisko. Ostatni deszcz padał tu kilka tygodni temu, więc teraz jest w miarę sucho. Można sobie pospacerować tam, gdzie tylko bobry chodzą piechotą. Widzimy drobne odciski bobrowych łap i ślady po gałęziach ciągniętych przez nie z pobliskiego lasku.

Teren, na który człowiek raczej nie wkracza, jest porośnięty dziką roślinnością. Wysoka trzcina skutecznie przesłania dzieciom widoki. Próbują przedrzeć się przez splątane chaszcze, bojąc się, że się pogubią. Są emocje, przygoda, radość.

Po chwili znajdujemy suche pałki trzciny. Dzieci robią z nich dmuchawce.

Wreszcie jest! Odnajdujemy legowisko bobrów. Ślady prowadzą do miejsca zabarykadowanego przed opresyjnym światem. Bobry poukładały gałęzie tak, by zniechęcić obcych do wtargnięcia na teren znajdujący się tuż przed ich norą. 

Jestem pod wrażeniem tej konstrukcji. Pozornie chaotyczna, w praktyce stanowi realną przeszkodę do pokonania. Chyba, że chcesz się zadrapać, potknąć, wywrócić, przebić podeszwę, zamoczyć etc. Te bobry to jednak sprytne zwierzaki!

Hmm, nie widzicie na tym zdjęciu nory? Jest za oponą, tą ledwo wystającą z wody. Zróbmy zbliżenie:

Nieźle zamaskowana, co?

Oczywiście w ciągu dnia bobry śpią, więc żaden nie przywitał nas chlebem i solą. Być może bacznie obserwowały nas z czeluści swego legowiska. Na pewno my bacznie obserwowaliśmy ich dom.

Cała wycieczka zajęła nam niecałą godzinę. W sumie przeszliśmy na piechotę jakieś… 200 metrów. Czujecie? Zaledwie dwieście metrów, a tyle emocji, zabawy i nauki.

I teraz sobie myślę: ile ciekawych miejsc znajduje się tuż obok mojego domu? 

W zasięgu kilku minut, paru kroków, „rzutu beretem”. Wystarczy skręcić z drogi, którą codziennie odwożę córki do przedszkola, by znaleźć się w innym świecie – innym przynajmniej dla dzieci. Ale trzeba zrobić ten pierwszy krok.

Całkiem niedawno zrobiliśmy wyprawę po terenach wokół Mysiadła, gdzie mieszkamy, ale… to już temat na zupełnie inną notkę.

Trzymajcie się!

tekst i zdjęcia: 
Marcin Perfuński 
supertatatv@gmail.com

Share: